Dlaczego sztuczna inteligencja może stworzyć nowe Pustkowie? Od T. S. Eliota do Mad Maxa i Fallouta
Postęp technologiczny i kryzys sensu w erze sztucznej inteligencji
Żyjemy w momencie największych zdolności technicznych w historii ludzkości, a jednak ta bezprecedensowa ekspansja nie wydaje się prowadzić do stabilniejszego, spójniejszego czy bardziej zrozumiałego doświadczenia zbiorowego. Nigdy nie istniała tak potężna moc obliczeniowa, produkcyjna, połączeniowa i symulacyjna. Sztuczna inteligencja generuje teksty, obrazy, muzykę, kod, diagnozy i strategie z niespotykaną prędkością. Internet uczynił archiwa świata trwale dostępnymi. Telefon komórkowy skompresował pracę, wypoczynek, konsumpcję, pamięć, komunikację i rozrywkę w jedno przenośne urządzenie. Hiperłączność zintegrowała niemal każde ludzkie doświadczenie w jednym obwodzie cyrkulacji, mierzenia i reagowania. Wszystko może zostać zarejestrowane, wysłane, skomentowane, zoptymalizowane, zarchiwizowane lub przekształcone w treść.
A jednak ta techniczna ekspansja niekoniecznie stworzyła bardziej zdatne do życia doświadczenie. Wręcz przeciwnie: im bardziej wzrasta nasza zdolność do produkowania informacji, obrazów i dyskursów, tym bardziej słabnie nasza zdolność do budowania wspólnego znaczenia. Im bardziej rozszerza się komunikacja, tym bardziej fragmentuje się wspólna rozmowa. Im szybciej krąży treść, tym trudniej odróżnić to, co ważne, od tego, co jest jedynie widoczne. Współczesnym problemem nie jest brak informacji, lecz ich nadmiar. Nie jest nim cisza, lecz hałas. Nie jest nim brak kultury, lecz kultura tak przyspieszona, fragmentaryczna i nadprodukowana, że zaczyna tracić zdolność do przetrwania, organizowania doświadczenia i budowania ciągłości.
Wydaje się to być centralnym paradoksem naszych czasów: cywilizacja technicznie bujna może stać się jednocześnie symbolicznie jałowa.
Uczucie wyłaniające się z tego procesu zazwyczaj nie przejawia się jako widzialna katastrofa. Nie pojawia się koniecznie w formie zniszczonych miast, niezdatnych do zamieszkania terytoriów czy materialnych ruin. Wyraża się w sposób trudniejszy do nazwania: jako rosnąca niestabilność w relacji między doświadczeniem a sensem. Świat nadal funkcjonuje. Instytucje pozostają. Gospodarka nadal produkuje. Systemy reagują. Obrazy krążą. Codzienne życie zachowuje swoją operacyjną powierzchnię. Ale coś w ramach, z których interpretujemy to, co robimy, czego pragniemy, czego oczekujemy i co nadal uważamy za wartościowe, zaczyna powoli się rozpadać.
Być może najgłębszym problemem naszej epoki nie jest problem materialny, lecz symboliczny: świat nadal jest fizycznie możliwy do zamieszkania, ale zaczyna przestawać być możliwy do zamieszkania jako horyzont sensu.
Najpilniejszą pokusą jest sprowadzenie tej sytuacji do niedawnego zjawiska: internetu, mediów społecznościowych, algorytmów rekomendacji, ekonomii uwagi czy sztucznej inteligencji. I oczywiście wszystkie te elementy są częścią współczesnego ekosystemu, który organizuje nasze codzienne doświadczenia. Ale być może to, co przeżywamy, nie jest anomalią wyłącznie współczesną, lecz szczególnie intensywną formą procesu, który powtarza się raz po raz w historii: momentu, w którym cywilizacja osiąga nowy próg techniczny, ekonomiczny lub polityczny, ale jeszcze nie zbudowała symbolicznych ram zdolnych nadać mu kierunek i sens.
Ten interwał ma dosyć wyraźny kształt. Stary świat nie jest już w stanie porządkować doświadczenia, ale nowy jeszcze nie istnieje. Odziedziczone słowa nadal krążą, ale tracą na sile. Instytucje pozostają, ale ich autorytet zaczyna słabnąć. Zbiorowe narracje są nadal dostępne, ale nie są już w stanie zorganizować wspólnego życia. Wszystko wciąż działa, ale działa z inercji. Jak struktura, która nadal funkcjonuje nawet po utracie jasności co do swojego celu, orientacji czy horyzontu.
Sto lat temu pewne dzieło nadało temu stanowi niezwykłą nazwę: The Wasteland, Ziemia Jałowa.
„Ziemia Jałowa” T. S. Eliota i nowoczesne początki Ziemi Jałowej
Kiedy T. S. Eliot opublikował „Ziemię Jałową” w 1922 roku, Europa właśnie przeżyła spustoszenie I wojny światowej. Ale poemat nie miał na celu jedynie opisania katastrofy wojennej czy krajobrazu materialnych ruin. Eliot dostrzegał coś głębszego: symboliczne wyczerpanie cywilizacji niezdolnej już do zrozumienia świata, który sama zbudowała.
Europa nie stała się pozbawiona kultury. Wręcz przeciwnie: była nią przesycona. Miała biblioteki, religie, mitologie, języki, miasta, kapitał finansowy, uniwersytety, gazety, koleje, biurokracje, armie, techniki przemysłowe i ogromną pamięć kulturową. Ale po wojnie ta akumulacja nie mogła już być przedstawiana jako pewna ciągłość postępu. Ten sam świat, który obiecywał rozum, postęp i cywilizację, wyprodukował okopy, gaz, masowe okaleczenia i uprzemysłowioną śmierć. Kultura nie zapobiegła katastrofie. Technika uczyniła ją bardziej efektywną.
Dlatego pustkowie Eliota nie jest naturalną pustynią ani jałową ziemią. Jest dokładnie odwrotnością: ziemią pełną kulturalnych pozostałości, niezdolnych do ponownego zorganizowania się w spójne doświadczenie świata. I tu pojawia się fundamentalna precyzja terminu. Jałowa ziemia to terytorium, które kiedyś było żyzne i przestało takie być. Nadal zachowuje ślady wcześniejszego życia, ale zasada, która organizowała tę żyzność, została złamana.
Sam poemat jest skonstruowany jako ta sama ruina. Fragmenty Dantego, Szekspira, sanskryckie teksty, miejskie rozmowy, biblijne odniesienia, popularne piosenki i niepowiązane głosy nakładają się na siebie, nigdy nie tworząc stabilnej całości. Eliot nie opisuje jedynie nowoczesnej fragmentacji: przekształca ją w formalną strukturę poematu. Tradycja przetrwa, ale przetrwa złamana.
I być może dlatego postać Pustkowia przeniknęła tak wiele współczesnej kultury. Ponieważ nie mówi tylko o zniszczeniu materialnym. Mówi o cywilizacjach niezdolnych do generowania sensu z własnych szczątków.
Mad Max, Fury Road i Furiosa: Pustkowie jako ruina cywilizacyjna
Od końca lat siedemdziesiątych ta intuicja zaczyna ponownie objawiać się z siłą w współczesnej kulturze popularnej. W 1979 roku Mad Max wprowadza świat, gdzie porządek przemysłowy zaczyna się rozpadać pod wpływem kryzysu energetycznego, przemocy i upadku instytucjonalnego. Ale to szczególnie od Mad Maxa 2 saga wyraźnie wzmocni ideę nowoczesnego Pustkowia. Nie jest to już tylko generyczny postapokaliptyczny przyszłość ani bezimienna pustynia: świat jest dosłownie nazywany „The Wasteland”, jałową ziemią, która powstała z resztek upadłej cywilizacji przemysłowej. Nieskończone drogi przecinają wyczerpane terytoria, stare infrastruktury przetrwają przekształcone w prowizoryczne schronienia, a ludzkie społeczności reorganizują całe swoje istnienie wokół paliwa, broni i przetrwania.
Dziesięciolecia później, Mad Max: Fury Road przywróci ten sam obraz w centrum współczesnej kultury z jeszcze większą mocą wizualną. Fury Road radykalizuje logikę Pustkowia, przekształcając je w jedną z wielkich współczesnych metafor cywilizacyjnego wyczerpania: świat, gdzie woda, energia, mobilność i przemoc stają się absolutnymi mechanizmami kontroli, podczas gdy resztki starego porządku nadal organizują każdą możliwą formę życia społecznego.
Ale w Mad Maksie nigdy nie chodziło tylko o pustynny krajobraz. W rzeczywistości termin „Wasteland” jest znacznie bardziej precyzyjny niż po prostu „pustynia”, ponieważ dokładnie odnosi się do idei, którą T. S. Eliot sformułował znacznie wcześniej: nie puste terytorium, lecz terytorium, które kiedyś było żyzne, a przestało takie być. Świat Mad Maxa nie jawi się jako dzika przyroda sprzed cywilizacji. Pojawia się jako pozostałość cywilizacji przemysłowej, która wyczerpała swoje podstawy, aż cała planeta stała się ruiną samej siebie.
Dlatego nawet po upadku, ocalałe społeczeństwa nadal reorganizują się wokół zdeformowanych fragmentów starego porządku. Paliwo staje się religią. Maszyny nabierają charakteru rytualnego. Przemysłowa przemoc pozostaje podstawowym językiem politycznym. Infrastruktura przeszłości nadal organizuje życie społeczne, nawet po zniszczeniu świata, który ją stworzył. Nikt nie jest w stanie naprawdę porzucić wcześniejszej logiki; po prostu przetrwali w jej pozostałościach.
Ta intuicja osiąga być może swoją najbardziej skrajną formę w filmie Furiosa: Saga Mad Max. Jeśli Fury Road wciąż zachowywała możliwość ucieczki, Furiosa jawi się jako film znacznie bardziej cyniczny i bezwzględny wobec wszelkich oczekiwań na odkupienie. Każde miejsce, które wydaje się oferować schronienie, w końcu zostaje pochłonięte przez tę samą logikę przemocy, dominacji i eksploatacji, która organizuje całe Pustkowie. Naprawdę nie ma „poza” systemem. Horror nie pojawia się jako wyjątek, lecz jako stała struktura świata.
I właśnie tu tkwi brutalność filmu. Nawet ewentualne odkupienie może być osiągnięte jedynie poprzez reprodukowanie tej samej machiny przemocy, która zniszczyła pierwotną cywilizację. Zemsta, władza, przetrwanie i kontrola nadal funkcjonują w identycznych logikach brutalności. Heroiczny mit przetrwa, ale już nie jako wyjście z Pustkowia, lecz jako kolejna forma istnienia w nim.
Dlatego Furiosa: Saga Mad Max jest tak głęboko współczesna. Bo doprowadza do skrajności centralną intuicję całego Pustkowia: upadek nigdy tak naprawdę nie eliminuje starego świata. Przeszłość nadal przetrwa w nowych strukturach społecznych, pojawiając się raz po raz w różnych formach przemocy, dominacji i kontroli, aż staje się niemal niemożliwe wyobrażenie sobie autentycznie odmiennej reorganizacji cywilizacji, która spowodowała katastrofę. Przeszłość nie umiera do końca i właśnie dlatego uniemożliwia narodziny czegoś naprawdę nowego.
Wasteland, Fallout i niemożność odbudowy poprzedniego świata
Ta sama struktura znowu pojawia się niedługo potem w świecie gier wideo. W 1988 roku gra Wasteland dosłownie przenosi tę koncepcję do interaktywnego medium. Ten szczegół jest ważny, ponieważ tutaj termin przestaje być jedynie metaforą literacką czy filmową, a staje się samą nazwą zamieszkałego świata. Gracz nie patrzy już na Ziemię Jałową z zewnątrz; musi żyć w Wasteland, przemierzać jej ruiny i stawić czoła społeczeństwom zbudowanym na niekompletnych resztkach przeszłości. Postnuklearna pustynia nie jest po prostu fizyczną pustynią. Jest, dokładnie tak jak u Eliota, wyczerpaną cywilizacją, która przetrwała wśród fragmentów niezdolnych do zreorganizowania się w stabilny porządek.
Wasteland zostało pierwotnie wydane przez Interplay, tę samą firmę, w której lata później narodził się Fallout jako duchowy spadkobierca tego postnuklearnego uniwersum, gdy z powodu kwestii praw autorskich nie można było bezpośrednio kontynuować oryginalnej franczyzy. I dlatego termin ten ponownie pojawia się wyraźnie w uniwersum Fallouta: zdewastowany obszar po wojnie nuklearnej jest dosłownie nazywany „The Wasteland”. Nie jest to po prostu radioaktywna pustynia ani generyczny postapokaliptyczny krajobraz. Nazwa zachowuje całe symboliczne obciążenie odziedziczone po Eliocie: ziemia, która kiedyś utrzymywała niezwykle rozwiniętą cywilizację, a teraz przetrwała jako ruina niezdolna do samoreorganizacji.
Ta intuicja przenika całą sagę Fallout. Problem nigdy nie dotyczy wyłącznie zniszczenia nuklearnego. Prawdziwy problem polega na tym, że nawet po upadku ludzkość pozostaje uwięziona w symbolicznych pozostałościach starego świata. Praktycznie wszystkie frakcje próbują odbudować zdeformowane wersje tego, co istniało przed katastrofą: Stany Zjednoczone, armię, korporacje, technokratyczną biurokrację, liberalną demokrację, kapitalizm konsumpcyjny, autorytet naukowy, militarystyczny ekspansjonizm, cyfrowy nadzór czy nawet optymistyczną estetykę amerykańskiego podmiejskiego snu z lat pięćdziesiątych.
Ale każda próba kończy się odtworzeniem tych samych struktur dominacji, przemocy i wyczerpania, które zniszczyły pierwotny świat. Bractwo Stali zachowuje technologię, ale pozostaje uwięzione w militarystycznej i fanatycznej logice. Republika Nowej Kalifornii próbuje przywrócić instytucje republikańskie, a kończy na reprodukowaniu biurokracji, korupcji i imperialnej ekspansji. A Vault-Tec przetrwało jako skrajna karykatura korporacyjnej racjonalności: firmy zdolne przekształcić nawet koniec świata w eksperyment komercyjny, produkt konsumpcyjny i totalny mechanizm kontroli ludzkiej.
I właśnie tu niedawna adaptacja telewizyjna Fallouta posuwa jeszcze dalej groteskowy wymiar współczesnego Pustkowia. Korporacje stają się potworną parodią późnego kapitalizmu: uśmiechnięci dyrektorzy administrują nuklearną eksterminacją, optymistyczny marketing współistnieje z brutalnymi eksperymentami społecznymi, a naiwnie radosna estetyka reklamowa funkcjonuje w połączeniu z całymi systemami manipulacji ludzkiej. Przeszłość przetrwała, przekształcona w zdeformowaną nostalgię, symulakrum i groteskowe powtórzenie. Dokładnie tak jak u Eliota, resztki kultury nadal krążą, ale nie są już w stanie zreorganizować świata.
Pustkowie nie przedstawia po prostu krajobrazu zniszczenia. Przedstawia interwał, w którym cywilizacja kontynuuje funkcjonowanie po utracie zdolności do wyjaśniania świata, który sama stworzyła. I być może dlatego postać Pustkowia jest tak uporczywa: ponieważ nie mówi tylko o upadku, ale o czasie, który pojawia się między formą cywilizacji, która się wyczerpuje, a inną, która jeszcze nie jest w stanie się narodzić.
Pustkowie jako historyczny wzorzec kryzysów cywilizacyjnych
Postać Pustkowia nie należy wyłącznie do literatury nowoczesnej ani współczesnej kultury. Historia ludzkości jest raz po raz naznaczona okresami, gdy cywilizacja stopniowo traci zdolność do utrzymywania świata, który sama zbudowała. W tych interwałach instytucje nadal istnieją, infrastruktura przetrwa, a życie społeczne wciąż funkcjonuje, ale rama symboliczna, która wcześniej organizowała zbiorowe doświadczenie, zaczyna się fragmentować. Wynikiem zazwyczaj nie jest natychmiastowy upadek, lecz długa transformacja naznaczona kryzysami legitymizacji, historyczną dezorientacją i rosnącą trudnością w wytworzeniu nowej formy ciągłości cywilizacyjnej.
Upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego stanowi jeden z pierwszych wielkich przykładów tego procesu. Rzym nie był wyłącznie systemem politycznym czy wojskowym. Był to kompletny architektura organizacji rzeczywistości. Infrastruktura, prawo, handel, administracja, ciągłość czasowa, tożsamość imperialna, kosmologia i obieg kulturowy zbiegały się w jednej strukturze cywilizacyjnej, która wydawała się przeznaczona trwać w nieskończoność. Bycie Rzymianinem nie oznaczało jedynie przynależności do państwa; oznaczało zamieszkiwanie porządku świata, który oferował historyczną ciągłość, polityczną orientację i symboliczną stabilność.
Dlatego jego upadek nie spowodował jedynie zmiany rządu. Spowodował rozkład samego doświadczenia historycznego. Miasta opustoszały. Szlaki handlowe się fragmentaryzowały. Piśmiennictwo cofało się. Wiedza techniczna rozproszyła się. Ciągłość instytucjonalna zniknęła. Europa nie wkroczyła natychmiast w nową zorganizowaną cywilizację; przeszła wieki przejściowe, gdzie stary porządek przestał utrzymywać świat, a nowy jeszcze nie był w stanie go zastąpić. Rzymskie Pustkowie nie było wyłącznie materialne. Było czasowe. Świat przestał mieć wyraźny kierunek.
Dopiero znacznie później powoli wyłoniła się średniowieczna cywilizacja chrześcijańsko-feudalna jako nowa zasada organizująca. Kościół wypełnił dużą część pustki pozostawionej przez Rzym, reorganizując pamięć, legitymizację, czas i społeczność pod innym symbolicznym horyzontem. Ale nawet ta nowa struktura ostatecznie osiągnęła swoje granice.
Późne średniowiecze stanowi kolejny z tych wielkich historycznych interwałów, kiedy cywilizacja zaczyna się wyczerpywać, zanim następna zdoła się skonsolidować. Przez wieki Europa opierała swoją stabilność na stosunkowo spójnej równowadze między wiarą, szlachtą, rolnictwem, hierarchią i autorytetem religijnym. Jednak od XIV wieku ten system zaczął pękać jednocześnie z wielu stron. Plagi dziesiątkowały całe populacje. Wojny niszczyły struktury polityczne. Feudalizm tracił spójność ekonomiczną. Autorytet kościelny uległ fragmentacji. Porządek, który przez wieki nadawał ciągłość europejskiemu doświadczeniu, powoli zaczął stawać się niewystarczający do wyjaśnienia wyłaniającego się nowego świata.
I tutaj pojawia się coś ważnego: historyczne Ziemie Jałowe rzadko mają jedną przyczynę. Są to procesy kumulacyjne. Cywilizacja wchodzi w kryzys, gdy złożoność świata, który stworzyła, przekracza symboliczną zdolność struktur, które wcześniej go organizowały.
Renesans nie narodził się ze stabilności. Narodził się dokładnie z tego kryzysu. Odzyskanie klasycznej starożytności, humanizm, nowa koncepcja jednostki i przesunięcie w kierunku nowoczesnej wrażliwości pojawiają się, ponieważ stary świat średniowiecza nie jest już w stanie w pełni utrzymać europejskiego doświadczenia. A potem pojawia się jeden z wielkich historycznych akceleratorów każdej symbolicznej transformacji: druk Johannesa Gutenberga.
Dzisiaj zazwyczaj wspominamy druk jako źródło nowoczesnej alfabetyzacji, wiedzy naukowej czy ekspansji kulturalnej Europy. I rzeczywiście tak było. Ale zanim wytworzył stabilność, wytworzył dezorganizację. Przez wieki Kościół utrzymywał dużą część monopolu interpretacyjnego na teksty i wiedzę. Druk niszczy tę centralizację. Książki zaczynają krążyć masowo. Interpretacje mnożą się. Czytanie staje się zdecentralizowane. Tradycyjny autorytet traci kontrolę nad produkcją symboliczną.
Natychmiastowym rezultatem nie jest klarowność, lecz chaos. Wojny religijne, rozłam chrześcijaństwa europejskiego, proliferacja niekompatybilnych dyskursów, kryzys legitymizacji politycznej i radykalna transformacja doświadczenia intelektualnego. Druk wyzwala ekspansję wiedzy i interpretacji znacznie szybszą niż zdolność starego porządku europejskiego do jej reorganizacji.
Rewolucja Francuska to kolejny decydujący moment cywilizacyjnej Ziemi Jałowej. Upada nie tylko monarchia. Upada cały symboliczny wszechświat. Przez wieki Europa w dużej mierze opierała swoją legitymizację na strukturze, gdzie religia, szlachta, monarchia i hierarchia społeczna tworzyły jeden spójny system. Król nie był tylko władcą: był częścią transcendentnego porządku.
Kiedy rewolucja niszczy ten system, jednocześnie uwalnia ogromny potencjał polityczny i ogromną symboliczną pustkę. Nowoczesna wolność nie pojawia się natychmiast jako racjonalna równowaga, lecz naznaczona terrorem, przemocą, czystkami, wojnami i kompletną reorganizacją europejskiej wyobraźni politycznej. Suwerenność ludu, nowoczesny naród i obywatelstwo wyłonią się po tym początkowym rozkładzie. Najpierw musi upaść poprzedni język władzy.
A potem nadchodzi Rewolucja Przemysłowa. Tutaj problem przestaje być wyłącznie polityczny czy religijny i staje się techniczny, ekonomiczny i percepcyjny. Mechanizacja radykalnie zmienia ludzką relację z czasem, pracą i miastem. Przez wieki życie było zorganizowane wokół stosunkowo stabilnych rytmów: pór roku, rolnictwa, lokalnych społeczności, rzemiosła i ciągłości międzypokoleniowej. Przemysł zrywa tę strukturę. Fabryka wprowadza inną temporalność. Miasto przemysłowe reorganizuje przestrzeń ludzką. Praca staje się mechanicznym powtórzeniem. Jednostka jest stopniowo wchłaniana przez bezosobowe systemy produkcji i biurokracji.
Nowoczesność przemysłowa wytwarza bezprecedensowe bogactwo, ale jednocześnie generuje alienację, wykorzenienie i subiektywną fragmentację. Pojawiają się tam wielkie nowoczesne miasta, które głęboko wpłyną na Charles’a Baudelaire’a, a później na T. S. Eliota: przestrzenie nasycone bodźcami, ruchem i tłumem, gdzie jednostka zaczyna doświadczać nowej formy kolektywnej samotności. Nowoczesna Ziemia Jałowa przestaje objawiać się wyłącznie jako kryzys polityczny, religijny czy instytucjonalny. Staje się również miejska, psychologiczna i związana z coraz bardziej fragmentarycznym doświadczeniem osobistym.
A ta logika osiąga swój skrajny punkt w XX wieku. Biurokratyczna i techniczna racjonalizacja nowoczesności kulminuje w mechanizacji wojny i uprzemysłowionym zarządzaniu eksterminacją podczas dwóch wojen światowych, zwłaszcza podczas drugiej wojny światowej. Tutaj Pustkowie przestaje być metaforą kulturową i staje się historyczne i materialne: okopy, przemysłowe bombardowania, obozy zagłady, biurokracje organizujące śmierć na masową skalę i systemy kolejowe zarządzające deportacjami ludzi jako prostą logistyką techniczną.
Ten sam postęp, który obiecywał wyzwolenie, jednocześnie wykazał swoją zdolność do optymalizacji zniszczenia. I to odkrycie definitywnie złamało naiwną wiarę w liniową ideę zachodniego postępu. Europa zrozumiała, że technika i cywilizacja nie są równoznaczne. Wysoko rozwinięte społeczeństwo może wykorzystać swoją naukową, biurokratyczną i przemysłową złożoność do efektywnego wytwarzania eksterminacji na niespotykaną skalę.
Po tej katastrofie Zachód musiał całkowicie odbudować swoją architekturę symboliczną. Prawa człowieka, państwo opiekuńcze, instytucje wielostronne, integracja europejska, pamięć historyczna i nowe demokratyczne konsensusy pojawiły się właśnie jako odpowiedź na tę historyczną Ziemię Jałową. Nic z tego nie powstało przed upadkiem. Powstało po nim.
I być może tu pojawia się najważniejsza lekcja wszystkich historycznych Ziem Jałowych: każda wielka reorganizacja cywilizacyjna przechodzi najpierw przez okres, w którym stary język nie wystarcza już do wyjaśnienia świata, ale nowy jeszcze nie jest w stanie go nazwać. Każda nowa cywilizacja rodzi się na ruinach.
Ekonomia uwagi, hiperłączność i fragmentacja symboliczna
Współczesna transformacja ma historyczną specyfikę, która wyróżnia ją od wszystkich poprzednich Pustkowie. Po raz pierwszy cywilizacja przechodzi głęboki kryzys organizacji symbolicznej, dysponując jednocześnie niemal nieograniczoną zdolnością do produkcji, przechowywania i dystrybucji informacji. Rzym upadł, gdy jego infrastruktura się rozpadała. Późne średniowiecze przeżyło plagi, wojny i podziały religijne. Drukarka rozmnożyła teksty w świecie, który jeszcze nie miał nowego reżimu interpretacji. Rewolucja Przemysłowa zreorganizowała miasta i ludzi, zanim pojawiły się formy polityczne zdolne do pochłonięcia jej konsekwencji. Ale nasza teraźniejszość działa w innych warunkach: kryzys sensu nie jest towarzyszem ciszy, niedoboru czy przerwy, lecz permanentnej obfitości. Nigdy żadne społeczeństwo nie miało takiej potęgi technicznej do generowania wiedzy, obrazów, narracji, komunikacji i obecności. A jednak rzadko kiedy było tak trudno zbudować ciągłość kulturową, wspólne doświadczenie czy zbiorowy kierunek.
Internet początkowo jawił się jako obietnica ekspansji cywilizacyjnej. Możliwość powszechnego dostępu do informacji wydawała się zapowiadać bezprecedensową demokratyzację ludzkiej wiedzy. Bariery geograficzne malały. Archiwa kulturowe stawały się dostępne. Produkcja symboliczna przestała zależeć wyłącznie od wielkich instytucji medialnych, akademickich czy wydawniczych. Natychmiastowa globalna komunikacja wydawała się otwierać nowy etap historyczny, gdzie wiedza krążyłaby z wolnością niemożliwą w poprzednich epokach. I w dużej mierze to wszystko się wydarzyło. Ale każda głęboka transformacja techniczna wywołuje efekty, które stają się widoczne dopiero, gdy nowy system przestaje być narzędziem i zaczyna reorganizować codzienne doświadczenia. Internet nie tylko poszerzył dostęp do wiedzy: zmienił same warunki, na jakich cywilizacja organizuje uwagę, pamięć, autorytet i percepcję.
Przez wieki społeczeństwa ludzkie funkcjonowały poprzez stosunkowo stabilne struktury symbolicznego mediacji. Szkoły, religie, gazety, uniwersytety, tradycje rodzinne, lokalne społeczności, wydawnictwa, partie polityczne czy instytucje kulturalne działały jako filtry, które organizowały hierarchie ważności. Nie oznaczało to koniecznie prawdy, sprawiedliwości ani wolności. Często wiązało się to z cenzurą, wykluczeniem czy koncentracją władzy. Ale wytwarzało to pewną stabilność czasową i narracyjną. Istniały stosunkowo wspólne ramy do rozróżniania, co zasługuje na uwagę, co powinno być zapamiętane, co może być publicznie dyskutowane i co może być uważane za ważne. Współczesna hiperłączność dezorganizuje dużą część tego systemu. Informacje przestają krążyć w stosunkowo uporządkowanych sekwencjach i zaczynają pojawiać się jako ciągły strumień. Hierarchie kulturowe stają się niestabilne. Rytmy uwagi przyspieszają. Długie temporalności tracą miejsce na rzecz ciągłej aktualizacji. To, co ważne, niekoniecznie pozostaje; po prostu konkuruje. A to, co nie potrafi utrzymać widoczności, znika, pochłonięte przez kolejny bodziec.
Problem nie jest więc wyłącznie technologiczny. Jest percepcyjny i cywilizacyjny. Ekonomia uwagi przekształca ludzką percepcję w stały zasób ekonomiczny. Platformy cyfrowe nie konkurują tylko o oferowanie informacji, rozrywki czy połączeń społecznych; rywalizują o uchwycenie czasu poznawczego. Im dłużej jednostka pozostaje w strumieniu, tym większą wartość ekonomiczną generuje dla systemu. To cicho reorganizuje całą współczesną architekturę kulturalną. Logika ciągłej uwagi sprzyja fragmentacji, szybkości, natychmiastowemu wpływowi i ciągłemu odnawianiu bodźca. Skutkiem jest doświadczenie kulturowe, gdzie każdy element szybko traci temporalną głębię. Wszystko musi być aktualizowane, zastępowane lub przekraczane niemal natychmiast, aby pozostać widocznym. Konsekwencją nie jest po prostu obfitość informacji, lecz przeciążenie percepcyjne.
Współczesne doświadczenie cyfrowe radykalizuje, na innej płaszczyźnie, strukturę Pustkowia. Żyjemy zanurzeni w ciągłych sekwencjach niepowiązanych obrazów, nakładających się dyskursów, natychmiastowych opinii, równoczesnych bodźców i strumieni narracyjnych, które rzadko są w stanie na tyle się ustabilizować, aby stworzyć trwałe wspólne doświadczenie. Informacje krążą nieustannie, ale obieg nie gwarantuje zrozumienia. Widoczność nie gwarantuje istotności. Połączenie nie gwarantuje wspólnoty. Wszystko krąży, ale niewiele pozostaje. I być może tu pojawia się jedna z najważniejszych cech współczesnego Pustkowia: nie jest to kultura milcząca, lecz kultura niezdolna do zatrzymania się. Jej jałowość nie wynika z braku symbolicznego, lecz z tak intensywnego przyspieszenia, że utrudnia konsolidację znaczenia.
Telefon komórkowy staje się wówczas centralnym urządzeniem tej reorganizacji percepcyjnej. Nie dlatego, że jest tylko bardziej zaawansowanym narzędziem technologicznym, ale dlatego, że koncentruje w sobie praktycznie wszystkie wymiary współczesnego doświadczenia. Praca, wypoczynek, relacje osobiste, konsumpcja, nauka, rozrywka, orientacja przestrzenna, pamięć, polityka i komunikacja zbiegają się w jednym, algorytmicznie zarządzanym strumieniu. Współczesna jednostka nie przełącza się już wyraźnie między zróżnicowanymi przestrzeniami doświadczeń. Żyje w ciągłym obwodzie uwagi. A to głęboko modyfikuje sposób, w jaki cywilizacja wytwarza podmiotowość. Długie horyzonty czasowe zaczynają słabnąć. Utrzymana koncentracja staje się trudniejsza. Wspólne doświadczenie fragmentuje się w spersonalizowane mikroobwody algorytmiczne. Pamięć zbiorowa traci stabilność w obliczu ciągłej aktualizacji. Natychmiastowa teraźniejszość rozszerza się, zajmując niemal całą dostępną percepcję.
Sztuczna Inteligencja po Pustkowiu: postęp czy wyczerpujące się powtórzenie
Współczesna Ziemia Jałowa nie objawia się zatem jako widoczne zniszczenie świata, lecz jako narastająca trudność w budowaniu symbolicznej ciągłości w hiperstymulowanym środowisku. I właśnie w tym miejscu pojawia się sztuczna inteligencja. Sztuczna inteligencja nie powstaje w izolacji ani nie stanowi po prostu nowego narzędzia technologicznego porównywalnego z innymi niedawnymi innowacjami. Stanowi kulminację znacznie szerszej trajektorii historycznej, która zaczyna się od nowoczesnych komputerów i przechodzi kolejno przez komputer osobisty, internet, smartfona, hiperłączność i rosnącą automatyzację procesów poznawczych. Każdy etap radykalnie rozszerzył ludzką zdolność do produkcji, przekazywania i reorganizacji informacji. Ale sztuczna inteligencja wprowadza jakościową zmianę: sama produkcja treści zaczyna być automatyzowana.
Tekst, obraz, muzyka, wideo, programowanie, symulacja narracyjna, synteza wizualna i przetwarzanie językowe mogą być teraz generowane algorytmicznie z prędkością niemożliwą do osiągnięcia przez tradycyjną produkcję ludzką. I tu pojawia się bezprecedensowy historyczny paradoks. SI może wywołać niespotykaną eksplozję twórczą, naukową i ekonomiczną, a jednocześnie przyspieszyć symboliczną jałowość cywilizacji, która ją wytwarza.
Ponieważ fundamentalnym problemem nigdy nie było wyłącznie tworzenie treści. Problemem zawsze było tworzenie sensu.
Cywilizacja może w nieskończoność pomnażać swoje techniczne możliwości generowania obrazów, narracji, diagnoz, modeli, strategii czy informacji, a mimo to stopniowo tracić warunki niezbędne do organizowania znaczącego doświadczenia. W rzeczywistości, sama obfitość może nasilać problem. Im bardziej rośnie przepływ, tym trudniej odróżnić, co zasługuje na pozostanie. Im bardziej dostępna staje się produkcja kulturowa, tym bardziej złożone staje się budowanie autorytetu poznawczego. Im bardziej zautomatyzowana staje się kreatywność, tym bardziej niepewna staje się różnica między ludzkim opracowaniem, statystycznym powtórzeniem, symulacją kulturalną a prawdziwą transformacją doświadczenia.
Sztuczna inteligencja może zatem stać się najbardziej skrajną formą nowoczesnej Ziemi Jałowej: cywilizacją zdolną do industrialnej produkcji kultury, jednocześnie osłabiającą ludzkie struktury, które pozwalały przekształcać kulturę w wspólne znaczenie. Jej potencjału nie należy lekceważyć. Może ona poszerzyć badania naukowe, przyspieszyć medycynę, przekształcić edukację, zreorganizować pracę, zwielokrotnić zdolności twórcze i otworzyć formy produkcji trudne dziś do wyobrażenia. Ale żadna z tych możliwości sama w sobie nie równa się regeneracji cywilizacyjnej. Błędem byłoby mylenie zwiększenia zdolności z odbudową sensu.
Społeczeństwo może więcej produkować, więcej wiedzieć, więcej kalkulować i generować więcej obrazów siebie, nie rozwiązałszy jeszcze, co oznacza życie w tym nowym świecie.
Dlatego decydujące pytanie o sztuczną inteligencję nie jest wyłącznie technologiczne. Jest cywilizacyjne. Nie chodzi o to, czy SI przyniesie postęp. Prawdopodobnie tak. Kwestia leży w tym, jaki rodzaj postępu może wyprodukować cywilizacja, która jeszcze nie zrekonstruowała symbolicznych ram, z których ma interpretować własną ekspansję techniczną. Bo jeśli SI ograniczy się do przyspieszenia już istniejących logik — ekonomii uwagi, fragmentacji percepcyjnej, rosnącej automatyzacji pracy oraz koncentracji kapitału i władzy technologicznej — to nie będzie to wyjście z Ziemi Jałowej, lecz jej kulminacja.
SI może być punktem wyjścia do nowej kreatywnej eksplozji, tak. Ale tylko po Pustkowiu.
I tylko wtedy, gdy ludzkość zreformułuje coś głębszego niż swoje narzędzia. Jeśli nie pojawi się nowy sposób organizacji edukacji, pracy, pamięci, autorytetu, twórczości, wspólnoty i prawdy, sztuczna inteligencja nie zapoczątkuje nowej cywilizacji: zintensyfikuje wyczerpujące się powtórzenie poprzedniej. Zwiększy zdolność produkcyjną, nie rozwiązując kryzysu sensu, który już trapi współczesną cywilizację. Pomnoży fragmenty, nie tworząc koniecznie formy zdolnej je zjednoczyć.
To jest ostateczny warunek każdej Ziemi Jałowej. Cywilizacja nie regeneruje się po prostu dlatego, że zwiększa swoje zdolności techniczne. Może również wykorzystać tę zdolność do nieskończonego przedłużania tych samych struktur, które spowodowały jej wyczerpanie. Regeneracja pojawia się tylko wtedy, gdy powstaje nowa forma organizacji sensu, doświadczenia i wspólnego życia. Dlatego sztuczna inteligencja nie gwarantuje sama w sobie historycznego odrodzenia. Może radykalnie zwiększyć potencjał cywilizacji, a jednocześnie pogłębić jej dezorientację.
Pytanie więc nie brzmi, czy sztuczna inteligencja będzie w stanie wytworzyć więcej treści, więcej wiedzy czy więcej bogactwa. To wydaje się prawie pewne. Pytanie brzmi, czy będziemy w stanie zbudować nową formę zamieszkania świata, którą ta inteligencja umożliwi. Ponieważ każda Ziemia Jałowa stawia ostatecznie ten sam dylemat: albo cywilizacja zdoła zreformułować zasadę organizującą jej istnienie, albo będzie kontynuować postęp, zarządzając, z coraz większą efektywnością, ruinami samej siebie.