Odyseja Nolana i pierwsze Zachodnie Pustkowie

Odyseja Nolana i pierwsze Zachodnie Pustkowie

· 15 min czytania

Pustkowie nie jest miejscem, gdzie nic już nie pozostało. Jest to miejsce, gdzie niemal wszystko nadal stoi, ale przestało tworzyć rozpoznawalny świat. Miasta są nadal zamieszkane, instytucje funkcjonują, a ludzie zachowują słowa, zwyczaje i idee, które otrzymali od swoich poprzedników. Jednakże, nie potrafią już zaoferować wspólnego wyjaśnienia tego, co się dzieje, ani jasnego kierunku, w którym należy podążać. To jak dom, który nadal istnieje, ale stracił to, co pozwalało nazywać go domem.

T. S. Eliot nadał temu doświadczeniu jego nowoczesną formułę w Ziemi Jałowej, opublikowanej w 1922 roku, po I wojnie światowej. Europa wkroczyła w XX wiek przekonana, że postęp nauki, przemysłu, rozumu i zdolności organizacyjnych prowadzi również do bardziej prosperującej, racjonalnej i bezpiecznej cywilizacji. Wojna zniszczyła to zaufanie. Te same zdolności, które wydawały się świadczyć o europejskim postępie, posłużyły do budowy okopów, produkcji gazu bojowego, organizacji milionowych armii i przekształcenia wojny w rzeź przemysłową. A jednak Europa nie opustoszała. Nadal miała miasta, uniwersytety, kościoły, biblioteki, rządy, dzieła sztuki i całe wieki nagromadzonej kultury. Właśnie w tym tkwił problem: prawie wszystko było nadal obecne, ale znacznie trudniej było uwierzyć, że te instytucje, wiedza i wartości nadal tworzyły spójną całość, zdolną wyjaśnić, dokąd zmierzała ta cywilizacja. Formy pozostały; to, co się załamało, to zaufanie do ich znaczenia.

Odyseja Christophera Nolana umieszcza Odyseusza w podobnym przedziale. Świat, z którego pochodzi, jest nadal rządzony przez święty porządek, który ustanawia granice nawet dla tych, którzy mają wystarczającą siłę, by je zignorować. Zeus chroni gościnność, przysięgi, cudzoziemca i błagającego; świątynie oferują przestrzenie, które powinny być wolne od przemocy; zmarli muszą otrzymać należne im honory, a pewne obietnice są wiążące nawet wtedy, gdy ich spełnienie przestaje być wygodne. Siła tych norm wynika właśnie z tego, że żaden pojedynczy człowiek nie może sam decydować, kiedy przestają one obowiązywać. Nie są to prawa uzgodnione między ludźmi, które można modyfikować w zależności od okoliczności, ale zobowiązania, których autorytet pochodzi od bogów i które, dlatego, są ponad szczególną wolą tych, którzy muszą je przestrzegać.

Odyseusz wprowadza nowość w tym świecie. Jego inteligencja pozwala mu przestać akceptować przeznaczenie jako coś, co po prostu mu się przydarza. Kalkuluje, oszukuje, zmienia okoliczności i decyduje. Nie przestaje wierzyć w bogów, ale zaczyna działać tak, jakby jego własny osąd mógł decydować, kiedy zaakceptować to, co oni ustanowili, a kiedy się temu przeciwstawić. Pojawia się tu wczesna forma autonomii: jednostka przestaje ograniczać się do zajmowania przypisanego jej miejsca i zaczyna rościć sobie prawo do decydowania o tym, co zrobić z własnym życiem.

Ale ta autonomia pojawia się, gdy nic jeszcze nie istnieje, co mogłoby zastąpić święty porządek, który zaczyna się załamywać. Prawo Zeusa ustanawia zobowiązania, których żadna jednostka nie może zawiesić dla własnej wygody. Jeśli ten boski autorytet przestaje być absolutny, to jeszcze nie istnieje prawo stworzone przez samych ludzi, ani wspólna idea odpowiedzialności, zdolna narzucić te same granice z innego miejsca. Między posłuszeństwem prawu otrzymanemu od bogów a zdolnością ludzi do samodzielnego rozpoznania i podtrzymywania tego, co powinno ich zobowiązywać, otwiera się pustka, Pustkowie.

Koń Trojański to pierwszy raz, kiedy Odyseusz przekształca tę autonomię w naruszenie świętego porządku. Po dziesięciu latach wojny rozumie, że miasto nie padnie siłą i wymyśla inny sposób na jego zdobycie: sprawić, by to sami Trojanie otworzyli swoje bramy i wprowadzili do miasta ludzi, którzy je zniszczą. Koń jest maszyną wojenną, która może spełnić swoją funkcję właśnie dlatego, że jest przedstawiony jako święta ofiara, coś, czego Troja nie może odrzucić bez ryzyka zbezczeszczenia tego, co nadal uznaje za święte i nienaruszalne.

To, że ta ofiara jest poświęcona Atenie, ma znaczenie przede wszystkim dla Odyseusza. Atena jest jego opiekunką, a więź, którą z nią utrzymuje, jest również święta. Aby narzucić swoją wolę na przebieg wojny, Odyseusz jest gotów przekroczyć nawet swoją własną więź z boskością. Nie musi przestawać wierzyć w swoją boginię ani otwarcie jej się sprzeciwiać: wystarczy, że to, co również on powinien uznać za świętą granicę, stanie się narzędziem jego pragnienia zwycięstwa.

“We left them a gift, an offering of peace, that they took into their home. We violated all that's ever sacred between people. It turned a fight into a hunt… To burn the walls of Troy was to burn the world-entire. Including his home.”

Z Troją nie upada tylko miasto. Upada także pewność, że prawo boskie musi być szanowane, ponieważ obowiązuje wszystkich jednakowo. Prawo Zeusa chroniło nie tylko gościnność czy dane słowo: ustanawiało wspólny porządek, któremu musieli podlegać zwycięzcy i pokonani, gospodarze i goście. Chroniło błagającego, przysięgi, ofiary, miejsca święte i te więzi, których żaden człowiek nie mógł zerwać po prostu dlatego, że miał wystarczającą siłę czy interes, by to zrobić. Zaufanie między ludźmi rodziło się właśnie stąd: obaj mogli zakładać, że drugi podlega temu samemu prawu.

Koń niszczy tę pewność od wewnątrz. Trojanie szanują obowiązek, jaki nakłada na nich święta ofiara, i właśnie z szacunku do niej wprowadzają do swojego miasta narzędzie własnej klęski. Odyseusz zbudował tę ofiarę, aby wykorzystać przeciwko nim to samo prawo, które oni nadal przestrzegają. Od tego momentu szanowanie sacrum przestaje być jedynie obowiązkiem: może stać się również wadą w obliczu kogoś, kto odkrył, że posłuszeństwo jest opcjonalne, a zaufanie innych może być wykorzystane na własną korzyść.

A raz udowodniona ta możliwość nie należy już tylko do Odyseusza. Wyjątek wymyślony w celu wygrania wojny rozprzestrzenia się jako nowa forma działania: grabienie tego, co wcześniej należało szanować, kłamanie tam, gdzie wcześniej słowo wiązało, wykorzystywanie zaufania innych i przekształcanie każdej granicy w okazję dla tego, kto jest gotów ją przekroczyć. Profanacja nie kończy się wraz z upadkiem Troi. Zaczyna się tam i rozprzestrzenia znacznie poza cele, dla których została stworzona.

Dlatego Itaka jest lustrzanym odbiciem Troi. Pretendenci również nie zdobywają pałacu szturmem. Wchodzą jako goście i przekształcają gościnność, która powinna ograniczać ich postępowanie, w coś, co pozwala im zająć dom od środka. Troja upadła, ponieważ nadal wierzyła, że święta ofiara nie może ukrywać inwazji; Itaka zaczyna upadać, ponieważ przyjęcie kogoś jako gościa nie gwarantuje już, że będzie on szanował dom, który go przyjmuje.

Formy pozostają. To, co znika, to zaufanie do ich znaczenia.

Powrót nie jest zatem heroicznym wyczynem. To podróż przez świat otwarty po Troi, przez Pustkowie, które powstaje, gdy święte prawo nadal istnieje, ale przestaje być wspólnym obowiązkiem. Każdy etap stawia Odyseusza w obliczu innej formy tego załamania, chociaż początkowo nawet nie jest w stanie uznać go za swoje.

Jego pierwsze spotkanie z nią następuje podczas jednego z plądrowań w drodze powrotnej. Odyseusz pyta, dlaczego nie zostali przyjęci zgodnie z prawami gościnności i po raz pierwszy słyszy o ludach morza: ludziach, którzy przybywają z wybrzeża, rabują wszystko, co znajdą, i kontynuują swoją drogę, nie uznając ani prawa Zeusa, ani żadnych zobowiązań wobec tych, których spotykają. Odyseusz nadal wyobraża ich sobie jako innych, jako zewnętrzne zagrożenie, którego należy się obawiać. Będzie potrzebował dużej części podróży, aby zrozumieć, że te ludy morza to właśnie ludzie tacy jak on i jego towarzysze: wojownicy, którzy opuścili Troję, niosąc ze sobą wojnę, która nie uznaje już granic, miejsc świętych ani powodów do zatrzymania. Pierwszy obraz Pustkowia pojawia się więc, zanim pojawi się świadomość przyczynienia się do jego stworzenia.

Polifem stawia Odyseusza i jego ludzi w obliczu tej sprzeczności, gdy przybywają, oczekując gościnności chronionej przez Zeusa, po tym jak w Troi dopuścili się najbardziej brutalnego pogwałcenia tej samej zasady. Miasto otworzyło swoje bramy na świętą ofiarę, a oni ukryli w niej grabież, zniszczenie i profanację tego, co powinno pozostać nienaruszalne. Teraz potrzebują, aby to samo prawo nadal obowiązywało, gdy to oni zależą od jego ochrony. Ale Polifem, syn Posejdona, również go nie szanuje: przyjmuje obcych, pożerając ich. Odyseusz ponownie zwycięża podstępem i ucieka. Opuszczając jaskinię, napina łuk jako znak zwycięstwa, bo nie wystarcza mu przeżycie: potrzebuje, aby czyn nosił jego imię, aby było jasne, że to jego wola zwyciężyła. Nawet gdy ukrywanie się byłoby bezpieczniejsze, rości sobie autorstwo tego, co zrobił, i w ten sposób przekształca swoje zwycięstwo nad Polifemem w bezpośrednie wyzwanie dla Posejdona.

Lestrygoni ukazują to załamanie w jego najbardziej elementarnej formie. Tam już nie ma gościnności do zdradzenia ani świętej fasady, którą można by wykorzystać jako podstęp. Spotkanie prowadzi bezpośrednio do zniszczenia i prawie cała flota znika. Kiedy nie ma już wspólnego prawa ani więzi, która wiązałaby ludzi ze sobą, siła staje się miarą rzeczy: ten, kto może narzucić swoją wolę, nie ma powodów, by tego nie robić.

Kirke przywraca pozory gościnności, aby ponownie ją wypaczyć. Jest dom, stół i jedzenie, ale uczta, która powinna przyjąć obcego, zamienia ludzi w zwierzęta. Tutaj jednak zaczyna się transformacja Odyseusza. Jego towarzysze oddają się swoim apetytom; on potrafi się powstrzymać. Po odkryciu w Troi, że jego wola może być ponad świętym zakazem, zaczyna odkrywać odwrotną trudność: bycie panem samego siebie wymaga również umiejętności ograniczania się, umiejętności mówienia sobie „nie”.

Zejście do świata umarłych prowadzi tę naukę do innego rodzaju obowiązku. Odyseusz słyszy tam wołanie swoich własnych ludzi, tych, którzy złożyli swój los w jego ręce i umarli, ufając mu. To, czego od niego żądają, nie odpowiada doraźnej wygodzie ani natychmiastowej potrzebie przetrwania. Żądają tego, co im się należy, właśnie dlatego, że zaufali: bycia pamiętanym, otrzymania należnych honorów, nie bycia opuszczonym tylko dlatego, że kontynuowanie podróży jest bardziej użyteczne. Odyseusz zaczyna w ten sposób spotykać się z obowiązkami, których nie można pominąć za każdym razem, gdy przestają być wygodne. Niektóre relacje generują długi, które nadal obowiązują, nawet gdy nie ma świętego prawa, które narzucałoby ich wypełnienie.

Scylla i Charybda ukazują inną cenę autonomii. Bycie panem własnego losu nie oznacza zawsze znalezienia właściwego rozwiązania. Między tymi dwoma zagrożeniami nie ma wyboru bez kosztów: każdy kierunek wiąże się ze stratą. Wybór dla siebie oznacza również akceptację, że każda prawdziwa decyzja wyklucza inne możliwości, a jej konsekwencje nie mogą już być po prostu przypisywane temu, co bogowie zrządzili.

Stada Heliosa ukazują problem z przeciwnej strony. Jego ludzie znają zakaz, a mimo to decydują, że głód wystarczy, aby go zignorować. Nie wykazują się w ten sposób autonomią podobną do tej, którą Odyseusz zaczął rościć sobie w Troi: posłuszni są natychmiastowemu apetytowi i nazywają to posłuszeństwo wyborem. Odyseusz zaczyna rozumieć różnicę. Bycie w stanie złamać normę nie oznacza, że każda norma powinna być dostępna dla własnej woli, tak samo jak decydowanie za siebie nie oznacza robienia tego, czego się chce w każdej chwili.

Ostrzeżenie Tezyriusza koncentruje tę sprzeczność:

“Your men don't want you to defy the gods. But the gods say only you make it home.”
“Then I defy the gods.”

Jego ludzie proszą go, aby nie rzucał wyzwania bogom, ale przeznaczenie, które ci sami bogowie mu zgotowali, wymaga, aby oni zginęli, a tylko Odyseusz wrócił do domu. Dlatego im się sprzeciwia. Nie robi tego wyłącznie po to, aby potwierdzić swoją wolę wobec woli boskiej, ale dlatego, że odmawia zaakceptowania losu, który skazuje na śmierć ludzi, którzy od niego zależą. Tragedią jest to, że to ci sami ludzie, niezdolni do powstrzymania się przed Kirke, syrenami czy stadami Heliosa, ostatecznie spełnią to, czemu Odyseusz chciał zapobiec. Jego bunt przeciwko przeznaczeniu nie wystarcza, aby ich ocalić, ponieważ autonomia wymaga czegoś więcej niż bycia zdolnym do powiedzenia „nie” bogom: wymaga również bycia zdolnym do powiedzenia „nie” sobie samemu.

Syreny doprowadzają tę transformację do jej najbardziej intymnej formy. Odyseusz wie, że tym razem niebezpieczeństwo nie pochodzi od boga ani od wroga, ale od niego samego. Dlatego rozkazuje, by go związano, zanim posłucha śpiewu, i by go nie uwalniano, nawet jeśli później będzie o to błagał.

“All the things you wanted to be and then all the things you wished you never wished for… the most you can't have is what you already had and lost. It was a song of all the promises I failed to keep. And it told me I don't really want to go home.”

Pieśń ujawnia mu, że samo pragnienie może również prowadzić go do zguby. Nie chodzi tylko o opanowanie apetytu czy zaakceptowanie zewnętrznego zakazu. Odyseusz rozumie, że może nadejść moment, w którym to, czego on sam chce, jest właśnie tym, co należy sobie uniemożliwić. Dlatego się wiąże: stawia granicę między swoim pragnieniem a zdolnością do jego posłuszeństwa. Po tym, jak przez większość podróży walczył z tym, co miało za niego decydować, odkrywa, że może również potrzebować ochrony przed samym sobą. Autonomia przestaje wtedy polegać wyłącznie na zdobyciu prawa wyboru; zaczyna wymagać zdolności do nieposłuszeństwa ślepo nawet własnej woli.

Kalipso stawia ostatnią przeszkodę przed powrotem, i jest ona inna niż wszystkie poprzednie, ponieważ nie wymaga już zwycięstwa, ucieczki ani oporu. Odyseusz całą podróż próbował narzucić swoją wolę temu, co wydawało się zrządzeniem bogów, ale w końcu dochodzi do punktu, w którym nie może kontrolować tego, co się stało, ani cofnąć jego konsekwencji. Kalipso oferuje mu zapomnienie, możliwość porzucenia tej historii i zaprzestania dźwigania jej ciężaru. Powrót wymaga czegoś przeciwnego: zaakceptowania, że Troja, ludzie, którzy zginęli, Pustkowie, które przemierzył, i Itaka, którą znajdzie, tworzą część tej samej historii, chociaż żadna z tych konsekwencji nie była tym, co zamierzał wywołać.

W tym miejscu wyraźnie widać paralelę z Cobbem w Incepcji. Cobb również nie może wrócić, dopóki oddziela to, co chciał zrobić, od tego, co ostatecznie spowodował. Wszczepił Mal ideę, aby ją ocalić, a nie zniszczyć, ale ta intencja nie wystarcza, aby usunąć jego odpowiedzialność za to, co ta idea ostatecznie wywołała. Odyseusz staje przed tym samym problemem. Chciał wygrać wojnę i wrócić do domu; nie chciał rozszerzać świata grabieży, profanacji i zerwanych więzi. Ale powrót wymaga uznania, że działanie może wywołać konsekwencje, które całkowicie przekraczają intencję tego, kto je wykonuje, a mimo to nadal są z nim związane. Nie może wrócić, dopóki wyobraża sobie Itakę jako nienaruszone miejsce, które istniało przed Troją. Musi najpierw zaakceptować związek między tym, co zrobił, a światem, do którego teraz zamierza wrócić.

Dlatego powrót nie przywraca po prostu tego, co było wcześniej. Po odzyskaniu tronu Odyseusz ponownie wyrusza, aby uczcić zmarłych, których pozostawił, właśnie ten obowiązek, który przez większą część podróży traktował jako coś, co można odłożyć na później w obliczu pilniejszych potrzeb. Ten gest dopełnia transformacji. Nie oznacza powrotu do ślepego posłuszeństwa dawnemu prawu boskiemu, lecz zrozumienie, dlaczego niektóre z obowiązków, które to prawo chroniło, nie mogą być podporządkowane wygodzie każdego człowieka.

Pochowanie zmarłych, szacunek dla gościa, ochrona błagającego czy uznawanie miejsc, gdzie przemoc musi się zatrzymać, nie są święte po prostu dlatego, że bóg tak je ogłosił. Są święte, ponieważ istnieją więzi, które mogą być utrzymane tylko wtedy, gdy wszyscy zaakceptujemy, że nie są one dostępne dla naszej partykularnej korzyści. Jeśli ktokolwiek może je zawiesić, gdy przestają mu pasować, przestają istnieć dla wszystkich.

W tym miejscu pojawia się możliwe wyjście z Pustkowia. Odyseusz otworzył tę przestrzeń, odkrywając, że może postawić swoją wolę ponad świętym porządkiem. Podczas podróży uczy się, że autonomia nie może sprowadzać się do tej zdolności do przekraczania: wymaga powstrzymywania własnych pragnień, ponoszenia kosztów decyzji i uznawania zobowiązań, które nadal są ważne, nawet gdy nikt nie może ich narzucić z zewnątrz.

Prawo Zeusa zaczyna tracić swój autorytet, ale nie istnieje jeszcze prawo ludzkie zdolne je zastąpić. To jest przedział, który Odyseusz przemierza. Pałac, świątynia, gościnność, dane słowo i hołdy dla zmarłych nadal istnieją, ale nie wystarczy już, aby ich formy pozostały. Odzyskają swoją siłę dopiero wtedy, gdy ludzie będą w stanie samodzielnie podtrzymywać to, co wcześniej szanowali, ponieważ należało do bogów.

To jest pierwsze Zachodnie Pustkowie: czas, który upływa między zaprzestaniem posłuszeństwa czemuś, ponieważ jest święte, a zrozumieniem, że jest święte właśnie dlatego, że nie możemy go nieposłusznie naruszyć, nie niszcząc tego, co nas podtrzymuje jako społeczeństwo.

Czytaj dalej...